fbpx

Efekt Pigmaliona

Efekt Pigmaliona

Pamiętasz tego nauczyciela, którego lekcje zawsze były barwne, przeplatane ciekawymi anegdotami i trafnymi przykładami? Wiedział, że jest w stanie zaciekawić klasę swoimi wywodami, a klasa faktycznie była zachwycona sposobem prowadzenia zajęć. Przypomnij sobie jak ktoś pochwalił Cię za ukończenie zadania, dodając „wierzę, że następnym razem zrobisz to jeszcze lepiej!”. Już wtedy czułeś się doceniony, ale byłeś również zmotywowany by w trakcie kolejnej próby dać z siebie jeszcze więcej. W tych momentach mogłeś na własnej skórze przekonać się jak działa Efekt Pigmaliona w praktyce.

Dlaczego Efekt Pigmaliona?

Psychologia ochrzciła Efekt Pigmaliona tą nazwą po micie, którego głównym bohaterem jest król antycznego Cypru – Pigmalion. Pragnął on miłości lecz żył w samotności. Pigmalion miał wielki talent rzeźbiarski i pewnego dnia ukuł posąg przepięknej kobiety. Był on tak perfekcyjny, że różnica między nim, a żywym ciałem była wyczuwalna dopiero po dotknięciu rzeźby. Pigmalion zakochał się w swojej kreacji, nadając jej imię Galatea. Król miłował Galateę, obdarowywał ją kwiatami i prezentami. Lecz przede wszystkim, darzył postać głębokim uczuciem. Doglądając posągu i przywdziewając go w kunsztowne suknie, modlił się by kiedyś tchnęło zeń prawdziwe życie. Bogini miłości, Afrodyta usłuchała modłów króla i sprawiła, że formę wypełniła dusza. Niezachwiana pewność i wiara Pigmaliona sprawiły, że jego pragnienie się zmaterializowało. Pigmalion obrał Galateę za żonę i razem wydali na świat potomstwo.  

Najprostsza definicja charakteryzująca Efekt Pigmaliona to odmiana pozytywnej samospełniającej się przepowiedni. Nie jest to jednak zwykła autosugestia lub placebo ograniczone wyłącznie do naszej osoby, gdyż w założeniu ma modulować zachowanie osób wokół nas, wpływając pozytywnie na osiągane przez nie wyniki.

Dwóch kompletnie różnych braci

W innym artykule opisywałem Efekt Golema, często nazywany również efektem złego uroku, który faktycznie stanowi pewną formę złorzeczenia, z góry oceniającego czyjeś starania jako nietrafione. W odróżnieniu od swojego „negatywnego brata”, Efekt Pigmaliona jest jak pozytywny dar, którym możemy wspierać ludzi wokół. Niczym mitologiczny bohater, masz możliwość zauważenia w kimś czegoś ponad powierzchowną formę – wysiłków, starań i chęci tlących się tuż pod spodem. Efekt Pigmaliona skłania do wniosku, że nasza postawa może znacząco zwiększyć czyjeś morale i pozytywnie wpływać na jego osiągnięcia. Zjawiska te, są również znane jako pozytywny lub negatywny Efekt Rosenthala (w artykule poświęconym temu zagadnieniu znajdziesz więcej informacji na temat mechanik stojących za działaniem każdego z Efektów).

Efekt Pigmaliona i Efekt Golema zostały przebadane w szkole, a w innym eksperymencie również w zakładzie pracy pośród pracowników. Wyniki badań ukazały, że nauczyciele (i pracodawcy) swoim nastawieniem modulują zachowanie uczniów (i pracowników), lecz sami również ulegają wpływowi grupy. Lecz co to oznacza dla nas?

Lubimy proste i wydzielone formy. Łatwiej jest się nam do nich odnieść i nie musimy podejmować wysiłku związanego z głębszym przemyśleniem tematu: ktoś coś upuścił – niezdara; ktoś płacze – nie umie kontrolować emocji; ktoś się zezłościł – furiata, cham i prostak. Jednak to trochę tak, jakby z całego bochenka chleba, zjeść jedną kromkę, a resztę wyrzucić. Im bardziej coś wydzielimy, tym łatwiej zapomnieć o znaczeniu tego jako całości. W ten sposób nawet człowieka jesteśmy w stanie poćwiartować na kawałeczki i stwierdzić, że jest tylko jednym z nich: niezdarą, głupkiem, prostakiem, infantylnym dzieciakiem. Aby móc coś wydzielić, jednocześnie musimy zanegować wszystkiemu poza tym co wydzielamy – problem w tym, że w trakcie tego procesu gubimy punkt odniesienia i zaczynamy oceniać całość względem wydzielonej części.

Przyznając pierwszeństwo brakom i negatywom na cudzym poletku, to samo zaczynamy robić na swoim podwórku. Dostrzegamy swoje niedociągnięcia, wiec zaczynamy je maskować, co powoduje nieustanne wątpliwości i lęk aby ktoś inny ich nam nie wytknął. Pamiętając o całości nie sposób stwierdzić by jakiś człowiek był tylko jednowymiarowy. Gdy dzielimy się z innymi pozytywami, to nawet jeśli nie zostaną odwzajemnione, czy jest się czego obawiać?

Decydując się na akcję, bądź gotów na reakcję

Kierowanie negatywów w czyjąś stronę, przypomina nieco samookaleczanie się. W końcu gdzieś ta negatywna myśl, którą zaraz plaśniesz komuś prosto w twarz, pojawić się musiała? Aby celowo wywołać w kimś złość, wpierw sami musimy odnaleźć w sobie jej ziarno. Tym samym pielęgnujemy dokładnie to, czego nie chcemy widzieć w naszym otoczeniu. Tyczy się to dowolnej formy negacji (lecz na szczęście i pozytywu). Podobnie jest gdy porównujemy się z innymi. Usilnie szukając dziur u innych, sami również nastawiamy się na wynajdywanie braków u siebie.

Ciągoty do negatywów zawdzięczamy ego, które wywołuje w nas potrzebę bycia jakimś. Dorzućmy do tego społeczeństwo, które zwykle wymaga od nas bycia kimś, aniżeli sobą. Zatem stwierdzamy, że czegoś nam brakuje, np. pewnej cechy charakteru, na której wypracowaniu naturalnie nam zależy. Ego utożsamia się więc z jej brakiem, stwierdzając, że jest kompletną przeciwnością całości, o którą nam chodzi. Dzięki temu możemy czuć się jeszcze bardziej jak ktoś – ktoś, kto dokądś zmierza. Dzięki temu mamy wielką misję stawania się, jak każda wartościowa osoba, posiadająca swoje ambicje, cele oraz marzenia do spełnienia.

Tym lepiej dla ego, w końcu jest za czym gonić i na czym opierać własną tożsamość. Niezależnie od tego czy to jakaś zachcianka, marzenie czy rozpalające pragnienie. Gdy w tej gonitwie patrzymy jak wiele nam jeszcze brakuje, odczuwamy negatyw. Gdy dostrzegamy, że cel jest na wyciągnięcie ręki, czujemy się pozytywnie. Lecz zamiast wyliczać, możemy też doprowadzić do sytuacji, w której nawet ostatni żyd stwierdziłby, że ma za dużo i chętnie podzieli się z innymi.

Efekt Rosenthala efekt pigmaliona rozwój osobisty psychologia

Mam, mogę, więc daję

Nasz mózg w ułamku sekundy wyliczy optymalne minimum, niezbędne do wykonania każdej czynności lub ewentualnie stwierdzi, że się nie opyla. Gdy sami się nie przykładamy, nic dziwnego, że ciężko nam dostrzec wysiłek innych – nie mówiąc już o jego docenieniu.

Efekt Pigmaliona jest jak dawanie kredytu zaufania w ciemno. Oczywiście nie wiemy czy ktoś z niego skorzysta (z obawy na spore oprocentowanie ;)), ale my daliśmy mu tę szansę, dzięki której może stać się lepszy. Najprostsze przykłady, w których możemy wykorzystać Efekt Pigmaliona to dać taki bezzwrotny „kredyt” na: pozytywne samopoczucie; podniesienie na duchu; większą pewność i zaufanie do siebie; czy wiarę, że można lepiej. Dzięki temu, powstaje miejsce na poprawę i odkrycie swoich talentów, gdyż pokazaliśmy, że nie widzimy ku temu żadnych „ale”. Nie sposób być czarną owcą w społeczeństwie, w którym wszyscy dają Ci szansę i nie widzą przeszkód na Twojej drodze ku poprawie.

Inny przykład jak wykorzystać Efekt Pigmaliona pochodzi od Benjamina Franklina. Jego zdaniem, nowo przybyły mieszkaniec okolicy, powinien jak najszybciej poprosić sąsiada o drobną przysługę. Taki zabieg daje swojakowi natychmiastową okazję do wykazania się i ukazania jako dobry człowiek już przy pierwszej styczności. Oczywiście szczera pochwała na koniec jest jak najbardziej na miejscu. Tylko nie przesadzajcie z wielkością ani ilością tych „drobnych” przysług!

Nic dziwnego, że zdecydowanie łatwiej idzie nam dawanie, gdy widzimy, że mamy już wystarczająco dużo dla siebie. Wówczas stwierdzamy, że możemy, więc po prostu dajemy – bez wyliczania, czy nam się to zwróci czy nie. Zatem skąd wziąć ten nadmiar? Oczywiście od samego siebie, gdyż nic nie stoi na przeszkodzie, aby stosować Efekt Pigmaliona również na sobie.

Jak sobie pomóc?

Przypomina to nieco pozytywne samonakręcanie się – puszczanie oczka do myśli, sytuacji, czy cech charakteru ;). Po pewnym czasie, odpowiednio dostrojony do takiej perspektywy umysł, przywyknie do nowej strawy. Skoro to my nadajemy wartość temu co nas otacza, wystarczy wybrać jakiś bodziec, który za każdym razem gdy do nas dotrze, zinterpretujemy pozytywnie. Może być to dowolny przedmiot, kolor czy każda inna myśl.

Może w tym również pomóc doprowadzanie negatywów do momentu, w którym stają się absurdem:

„Chce mi się płakać tak bardzo, że wszedłem do wanny aby nie zalać sąsiadów.”

Gdy naprawdę wczujemy się w tą pozbawioną sensu wewnętrzną sprzeczność i w końcu dojdzie do nas jaki zakręt zrobiliśmy, jedynym wyjściem z sytuacji będzie śmiech.

Miewasz niekiedy stan apatii i zmieszania, w którym nie wiesz o co właściwie Ci chodzi, ale po prostu czujesz się jakoś „nie tak”? Wszystko wokół jest pozbawione iskry i sensu. Niekiedy niezauważenie wpadamy do takiego dołka, z którego można bardzo prosto wyjść gdy tylko zauważymy absurdalność całej sytuacji. Czy naprawdę spośród wszystkich możliwości jakie daje Ci świat, akurat teraz chcesz się pogrążać w nihilizmie?

Czy to nie zabawne, że człowiek mający największe spośród wszystkich zwierząt możliwości: doświadczania, kreowania i dostrzegania głębin sensu tego z czym się styka, jako jedyny łapie doły emocjonalne? Co gdyby jeleń wpadł w tak kiepski nastrój, że nawet nie chciałoby mu się uciekać przed drapieżnikiem?

Nieczyste pobudki

Ciekawe podejście do Efektu Pigmaliona obrazuje dramat napisany przez George’a Bernarda Shawa w 1913 roku, noszący tytuł „Pigmalion”. Jego fabuła opowiada o zakładzie (oraz jego następstwach) między profesorem fonetyki Higginsem, a dżentelmenem Pickering’iem. By zwyciężyć w zakładzie, profesor miał pół roku by wprowadzić biedną kwiaciarkę Elizę na solony. Higgins czyni z prostej dziewki prawdziwą weterankę savoir-vivre’u. Zwieńczeniem procesu nauki staje się przyjęcie w ambasadzie, na którym Eliza swoją wymową udowadnia, że jest godna miana prawdziwej damy – w tamtych czasach angielska szlachta przykładała wielką wagę do czystości akcentu. Radość Elizy z awansu społecznego nie trwała jednak zbyt długo. Po wygranym zakładzie profesor stwierdza, że miał już tego wszystkiego serdecznie dosyć, co bardzo rani dziewczynę. Mimo późniejszych przeprosin Higginsa, Eliza postanawia kontynuować rolę wyniosłej damy. Woli trzymać urazę by uratować swą panieńską dumę, niźli przyjąć przeprosiny Higginsa.

Powyższy przykład można traktować jako chybiony Efekt Pigmaliona, który stał się Efektem Golema. A w zasadzie już od samego początku nosił piętno golema. Nie była to czysta chęć poprawy i wsparcia panny Elizy, gdyż Higginsowi zależało wyłącznie na osiągnięciu własnych korzyści – wygraniu zakładu. Traktując Efekt Pigmaliona po macoszemu, wykorzystując go do osiągnięcia własnych korzyści, prędzej czy później ktoś to zauważy. Wbrew twierdzeniom niektórych, ludzie to nie roboty i mają empatię, która pozwala im wyczuwać szczerość intencji. Przekombinowując możesz stracić zaufanie tego, komu chciałeś „pomóc”, gdy ta osoba wyczuje, że nie był to dar, a forma transakcji – która za pomocą manipulacji została skrzętnie przyodziana w piękniejszą szatę. 

Piszę o tym, ponieważ wiele osób pyta, jak wygląda Efekt Pigmaliona a kształtowanie motywacji pracowników – co owszem może być przydatne w zarządzaniu. Podobnie, niektórzy po tym jak dowiedzieli się jak działa Efekt Pigmaliona, próbują go wykorzystać w związku i relacjach międzyludzkich. Jeśli zależy Ci na większej efektywności podwładnych i lepszych relacjach z ludźmi to przede wszystkim bądź wobec nich uczciwy. To w końcu ludzie a nie kiełbaski na grillu, którymi możesz obracać wedle własnego widzimisię. Nie możesz liczyć, że ktoś odpłaci Ci za Twój gest tym samym. Bądź wdzięczny za sam fakt, że dana osoba przyjęła Twój dar. Jeśli był on bezinteresowny, sam fakt pomocy komuś w rozwoju, zrozumieniu czy poradzeniu sobie z trudną sytuacją itp., powinien Ci wystarczyć.

Zanim zafiksujesz się na własnych korzyściach, wpierw pomyśl (lub po prostu zapytaj), jak możesz wzbogacić czyjeś życie i co faktycznie może pomóc tej osobie.

Podsumowanie

Efektu Pigmaliona nie sposób mylić z myśleniem życzeniowym. Niezależnie od ilości powtórzeń jakieś afirmacji, nic się nie zmieni jeśli w głębi czujemy, że po prostu się okłamujemy. To nie nasze pobożne życzenia wywołują zauważalne rezultaty, a przemyślany wysiłek woli nakierowany na zmianę sposobu myślenia, postawy i nastawienia. Proces ten wspiera wiara, że w wśród bezmiaru możliwości oferowanych przez wszechświat istnieje jakieś rozwiązanie dla naszej sytuacji. Dodatkowym wsparciem jest zaufanie do siebie, iż jesteśmy w stanie po te możliwości sięgnąć, a świat nie da nam za to po łapach.

Efekt Golema powoduje, że sami siebie krzywdzimy, podczas gdy korzystanie z Efektu Pigmaliona sprawia, że siebie naprawiamy. Po co krzesać iskrę pod pożar, skoro możemy odnaleźć w sobie ten promyk pozytywu mogący oświetlić naszą lub cudzą drogę? Staje się to oczywiste, gdy zauważymy, że wraz z pozytywnym zdaniem o innych, nasza samoocena również wzrasta. W takich sytuacjach powstaje efekt synergii, gdzie dzieląc się wartością z innymi, mnożymy ją, dzięki czemu wszyscy zyskują jeszcze więcej (istnieje na to pewien wzór matematyczny 1+1=3). Wystarczy zauważyć, że „gramy do jednej bramki”. Nasze pozytywne nastawienie i zachowania, mogą wpłynąć na lepsze samopoczucie innych oraz zainspirować ich do pozytywnych zmian – i vice versa.

Bądźmy więc śmielsi w wychodzeniu z inicjatywą, aby docenić siebie lub kogoś innego. Gdy jest to szczere i zgodne z Tobą, zawsze ktoś na tym skorzysta. Twój drobny gest, może zapoczątkować całą falę pozytywnych wydarzeń, rozciągającą się po otoczeniu jeszcze długo po tym, jak wprowadziłeś ją w ruch.

W praktycznym wykorzystaniu Efektu Pigmaliona pomoże Ci umiejętność generowania pozytywnego ładunku, o której przeczytasz tutaj: Pozytywny ładunek.